Luty 13, 2011

“Oczy szeroko zamknięte” #01

Opublikowany w Oczy Szeroko Zamknięte tagged , , , , @ 12:53 pm - autor: Dziennik Królewski

Dziś rusza nowy, bezpłatny dodatek specjalny do Dziennika Królewskiego zatytułowany “Oczy szeroko zamknięte”. Będzie to cykl krótkich opowiadań fantastycznych dziejących się w średniowiecznym Królestwie Skarlandu, w którym niezbyt miłościwie panuje król Salvator VI (postać fikcyjna). Teksty te będą ukazywać życie, oraz magiczne, tajemnicze i nierzadko szalenie fantastyczne przygody – zarówno zwykłych chłopów, jak i najbliższych współpracowników surowego monarchy.  Życzę miłej lektury.

OCZY SZEROKO ZAMKNIĘTE ©

bezpłatny dodatek specjalny | wydanie pierwsze

“Historia małego Alberto”

Był ciepły sierpniowy poranek. Nad Tossa de Mar niechętnie wstawało niewyspane słońce. Mały Alberto podniósł się z swego nędznego, zbitego z paru desek posłania. Złożył kawałek lnianej tkaniny, która stanowiła mu pościel i włożył ją do ogromnego hebanowego kufra.  Był to prawdopodobnie najdroższy mebel w całym domu. Alberto dostał go na swoje dziesiąte urodziny od wuja Mauriciego, żeglującego między największymi portami całego mikroświata. Chłopiec zwykle co rano jadł coś co zostawiła mu Mamma przed wyjściem w pole i szedł przemyć oczy w pobliskim stawie. Ten świt wyglądał jednak inaczej niż wszystkie. Dzieciak włożył na siebie swoje skromne ubranie i wybiegł z domu pędząc w nieznanym sobie kierunku. Nie wiedział po co, nie miał pojęcia gdzie, ale podświadomie czuł, że gdzieś ktoś na nie niego czeka. Nie domyślał się kto. Zresztą, nie miał nawet możliwości zastanowić się nad tym, gdyż czuł się jakby ktoś wyłączył jego świadomość i sparaliżował jego myśli. Biegł, z nie wytłumaczalną próżnią w głowie. Biegł, tam gdzie poniosły go nogi. Mijał kolejne drewniane, oraz te wyciosane w kamieniu pomniki “wspaniałego” władcy, nie zwracał na nie uwagi, tak jak na ulicznych handlarzy złotem i wonnościami, na przechodniów robiących zakupy na targu, na swych kolegów podrzucających dla zabawy kulki z materiału, aż do złudzenia przypominającego kość słoniową importowaną do Skarlandu z Zjednoczonego Królestwa Samundy. W końcu dotarł do skraju gęstego grabowego lasu. Tu obudził się niejako, doszedł do siebie. Rozejrzał się. Wokół nie było żywej duszy. Przed nim znajdowała się ściana drzew, ciągnąca się od krańców horyzontu z lewej jego strony, aż do krańców z prawej. Za nim zaś znajdowały się rozległe, jałowe ziemie na których niegdyś zapewne uprawiano jakieś zboże. Nagle gdzieś w oddali wśród drzew dostrzegł, oślepiająco jasny, świetlisty punkt. Po plecach przeszedł mu dreszcz. W głębi serca czuł że musi podejść, czuł że nie odejdzie puki nie dowie się co daje tak wspaniały blask, lecz rozum wspierany panicznym strachem kazał mu zawrócić jak najszybciej i skryć się przed przerażającym i nieznanym mu do tej pory zjawiskiem. Stał tak walcząc sam ze sobą, tocząc wojnę domową między sercem a rozumem. Stał tak, aż zaszło słońce. Mimo to światło w lesie nie zgasło, wręcz przeciwnie wydało się jeszcze jaśniejsze. Alberto nie wytrzymując napięcia jakie spowodował w nim toczący się wewnętrzny spór, krzykną przeraźliwie, tak że echo nie było w stanie tego powtórzyć, więc zamieniło się tylko w głośny szum. Krzyknął, po czym…

ciąg dalszy w następnym wydaniu dodatku “Oczy szeroko zamknięte”
Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.